Powrót? Dlaczego mnie nie było i co u mnie


Witajcie!
Nie wiem, czy jeszcze mnie pamiętacie, ale oto powróciłam. Nie było mnie tu prawie rok. Studia, pisanie pracy licencjackiej, mój mężczyzna i kilka innych rzeczy zabierało mi bardzo dużo czasu i skutecznie odciągało od pisania na blogu. Przez cały czas przeglądałam Wasze blogi, ale nie udzielałam się. Teraz mam zamiar to zmienić. 

Co u moich włosów?



Przez pierwszą połowę roku miałam ogromny włosowy kryzys, a przynajmniej mam teraz takie wrażenie. Feralne keratynowe prostowanie wykonane w lipcu zeszłego roku ogromnie zmieniło moje włosy. Po tym zabiegu czułam jakbym straciła ich przynajmniej połowę. Oczywiście przesadzałam, ale prawdą jest, że przez wyrwane podczas zabiegu włosy oraz później dodatkowy stres obwód mojego kucyka z ponad 8 cm zmniejszył się do poniżej 7 cm. Do tej pory mój warkocz, szczególnie na końcu, jest bardzo chudziutki. Od dawna nie robiłam żadnych zdjęć w jasnych ubraniach, gdyż boje się tego jak naprawdę wyglądają. Na szczęście w tej chwili obwód mojego kucyka znowu zaczął się zwiększać. Nie znam go dokładnie (obwodu), ale czuję, że włosów jest więcej. Nie wiem, czy zdziwi Was to co powiem, ale duża część moich włosów jest teraz długości trochę za ramiona. Właśnie przez to czuję się jakbym wróciła do punktu wyjścia, momentu, w którym zaczynałam dbać o włosy. Wtedy również spora część włosów była tej długości, ale włosy były cieniowane, z własnej nieprzymuszonej woli cieniowane. Teraz jest zupełnie inaczej, ale wciąż mam nadzieję, że uda mi się je w końcu wyrównać.

Jeśli chodzi chodzi o ogólny stan moich włosów to jest dobrze. Odrosty (włosy, które odrosły po keratynowym prostowaniu) są szczerze mówiąc cudowne. Jak nie moje. Praktycznie nic nie potrzebują. Jedynym ich minusem jest podatność na obciążenie. Dla mnie to w pewnym sensie nowość, gdyż zawsze miałam problem, żeby włosy dociążyć, a obciążenie było bardzo rzadkim zjawiskiem. Teraz zdarza mi się przesadzić nawet nakładając odżywkę po myciu. Natomiast reszta włosów ma się różnie. Czasem końcówki są trochę spuszone, czasem fruwające, ale też udaje mi się je okiełznać. Ostatnio moim hitem, jeśli chodzi o wygląd włosów na długości jest Petal Fresh Aloe & Citrus. Włosy naprawdę pokochały tę odżywkę.


Co zmieniło się w mojej pielęgnacji?



Moja pielęgnacja w ciągu ostatniego roku trochę się zmieniła. Nauczyłam się przede wszystkim, żeby uważać z proteinami, szczególnie keratyną. Włosy najlepiej reagują na proteinowe maski, jeśli użyję jednej z nich raz na tydzień lub dwa. Częstsze ich używanie zazwyczaj źle się kończy.
Muszę również uważać na silikony. Nie wiem jak to jest tak naprawdę, ale moje włosy po niektórych silikonowych odżywkach bardzo się plączą, a może zlepiają. Nie mam pojęcia jak to możliwe, ale dzieje się. Dla przykładu: miałam kilka podejść do odżywek Nivea (Hydro Care, Long Repair i Intense Repair) i 99% z nich to była tragedia. Włosy niby ładnie wyglądały, ale co chwile musiałabym je czesać, bo jakby się zlepiały. No dosłownie zlepiały. Przy przeczesywaniu palcami je wyrywałam, a normalnie palce gładko przechodzą aż do końcówek. Podobnie jak po Nivei mam po: dwufazowej odżywce bez spłukiwania Biovax Naturalne Oleje, balsamie Green Pharmacy z olejem arganowym i granatem i kilku innych produktach z silikonami. Jeśli chodzi o produkty bez silikonów, nigdy, przenigdy taka sytuacja nie miała miejsca. Chociaż faktem jest, że do zabezpieczania po każdym myciu używam serum Mariona 7 efektów kuracja z olejkiem arganowym lub Marion olejki orientalne migdały i dzika róża i po ich użyciu, pomimo że mają silikony, nie mam takich problemów jak z wymienionymi wcześniej produktami. Szczerze nie mam pojęcia, co o tym myśleć.
Zmieniłam także priorytety, jeśli chodzi o przyrządy do rozczesywania. W tej chwili używam przede wszystkim drewnianego grzebienia z szeroko rozstawionymi zębami, później ewentualnie szczotki z włosia dzika. Tangle Teezer w tej chwili służy bardziej do masażu skalpu lub rozprowadzania maski na mokrych włosach. Czasem wrzucę TT do torebki zamiast grzebienia, jeśli będę pewna, że włosy splączą się bardziej niż zwykle.
Poza tym standardowo stosuję nadal metodę OMO przy każdym myciu, z tym, że często włosy spłukuję tylko dwa razy. Ale jak to? W skrócie O -> M -> spłukiwanie -> O -> spłukiwanie. No tak, najpierw nakładam odżywkę lub maskę na całą długość włosów, nie spłukuję. Później myję szamponem tylko i wyłącznie skalp, i zaczynam spłukiwać, ale... najpierw staram się spłukać tylko szampon (jedną ręką trzymam włosy, drugą "słuchawkę" od prysznica i jakoś próbuję), a dopiero później spłukuję całość i nakładam drugą odżywkę. Na koniec spłukuję drugie "O" chłodną wodą.
Jeśli chodzi o farbowanie włosów to na odrosty używam ostatnio szamponetek w kolorze czarnym przywiezionych z Indii, mam też Khadi Blue black, ale jeszcze nie znalazłam wystarczających chęci na robienie tej papki. Nic w tym dziwnego, skoro szamponetce wystarczy 10 minut, a z henną musiałabym siedzieć kilka godzin, bo moje włosy słabo ją łapią. Długość włosów ostatnio farbowałam szamponetką Mariona winna czerwień. Włosy mam wciąż ciemne na długości, więc wychodzi z tego jakiś taki bordowy brąz. Mniej więcej. Nie wiem jak nazwać ten kolor. Spójrzcie na zdjęcia z mojego kalkulatora, który oczywiście kolor przekłamał, ale może coś z tego dowiecie. Zdjęcia były robione dzisiaj koło godziny 12, po umyciu (OMO - Biovax do włosów ciemnych, szampon Petal Fresh Aloe & Citrus, odżywka z tej samej serii), zabezpieczeniu Marionem z olejkiem arganowym i naturalnym suszeniu.

No tak. Teraz powinnyście zapytać: "Ale jakim cudem są takie jasne? Przecież Twoje włosy były czarne jak noc." Były. Tak. Do czasu, kiedy wpadłam na to, żeby zakupić dekoloryzator. Nie, nie rozjaśniacz, tylko DEKOLORYZATOR. Padło na Inebrya Reduct Color. Czemu? Tylko dlatego, że w sklepie, w którym zamawiałam Olaplex był tylko taki. OLAPLEX?! O tym chyba kiedy indziej. No wiem, powiecie, że co za problem w jednym zamówić Olaplex, a gdzieś tam zamówić Uber. No można, ale funduszy mi na tamten moment zabrakło.
Tak więc wypróbowałam Inebrya. Robiłam dekoloryzację 6 razy. 6 razy? Bo po pierwszym, niewiele było widać, po kolejnych górna partia "ruszyła", a to pewnie tylko dlatego, że oprócz henny, która wypłukuje się u mnie w tempie ekspresowym, nie używałam na niej żadnych trwałych farb. Ostatnie 2 razy dekoloryzator został użyty tylko na dolne partie, partie, które jak kruczoczarne były, tak chciały pozostać. Koniec końców również zmieniły kolor.

Jesteście ciekawe jak z kondycją po tych zabiegach? Szczerze mówiąc to praktycznie nic się nie zmieniło. Jedynie "szorowanie" szamponem miało na nie zły wpływ, ale wystarczyło dobre odżywienie i już były jak wcześniej.
Zapewne zauważyłyście także, że nadal zapuszczam grzywkę i jest ona już dosyć długa. Niestety jest ona teraz długości takiej, że zawsze się faluje, tak jak widzicie na zdjęciu i średnio pasuje do reszty włosów, które udają proste. Jeśli mi zależy na wyglądzie fryzury to suszę ją na szczotce ciepłym nawiewem i wtedy jest grzeczna.


Szczerze mówiąc jest jeszcze kilka tematów, które mogłabym poruszyć, ale wiem, że zrobienie tego w jednym poście to samobójstwo. Ja mogę pisać w nieskończoność, a Wy po drodze zaśniecie, a nie jest to moim celem.
Postaram się wrócić do blogowania i na dobry początek przyszykuję aktualizację włosową, w której pokażę Wam, ile przez ten rok się zmieniło i na czym tak naprawdę stoję.

W najbliższym czasie mam także zamiar trochę "mieszać" w szablonie, więc jeśli zauważycie, że coś jest z nim nie tak, to piszcie proszę w komentarzu lub na maila: xmacabrax@gmail.com. Możecie także podsuwać jakieś sugestie co powinnam zmienić, żeby było lepiej.

Pozdrawiam,


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty