Moja włosowa historia



UWAGA: numerki w opisach zawsze odnoszą się do któregoś ze zdjęć powyżej, np. (1) odnosi się do pierwszego zdjęcia ze zbioru zdjęć nad danym tekstem.


Jak byłam mała miałam dość gęstą jasnobrązową czuprynkę. Później standardowo rodzice obcinali mi włosy „na grzybka”. Nie pozwolili moim włosom choć trochę urosnąć.



W przedszkolu wciąż miałam grzywkę. Moje włosy nareszcie przestały być tak często podcinane i zaczęło się przedkomunijne zapuszczanie.



Do komunii poszłam już z włosami do łopatek.

W czwartej klasie podstawówki sięgały już do łokci. Niestety, byłam wtedy wielką fanką pewnej serii komiksów i moja ulubiona bohaterka miała proste włosy ścięte na długiego boba, co sprawiło, że zechciałam mieć identyczną fryzurę. Mama uległa moim błaganiom i poszła ze mną do fryzjera. Z włosów do łokci zostały mi takie nawet nie sięgające ramion. Było ładnie… aż do pierwszego mycia. Nie zdawałam sobie sprawy, że moje włosy nie są idealnie proste i na wysokości powyżej ramion uwielbiają się podwijać. Nie znalazłam jeszcze zdjęć, na których widać tę okropną fryzurkę (jak odnajdę, to dodam).

To ścięcie było wielkim niewypałem. Od nowa zaczęłam zapuszczanie. Szło mi to bardzo opornie. W 6 klasie podstawówki miałam włosy troszkę za ramiona. Błagałam wtedy mamę, żeby pozwoliła mi pofarbować włosy na czerwono. Nie zgodziła się jednak na farbowanie całości. U fryzjera wymyśliłyśmy, że mogę mieć pasemka, rude pasemka. Niestety również ich nie zobaczycie, bo nie umiem odnaleźć zdjęć.

Moja pielęgnacja ograniczała się wtedy do jakiegoś drogeryjnego szamponu.



Wraz z początkiem gimnazjum miałam już czarne, trochę pocieniowane włosy. Na zdjęciach powyżej widać, jak moje włosy uwielbiały się wywijać. (1) Nie podobało mi się to jak moja twarz wygląda w fryzurze bez grzywki, na zdjęciach zawsze była szeroka i okrągła (twarz, nie fryzura). W związku z tym postanowiłam pójść do fryzjera, i wyszłam stamtąd z asymetryczną, wystrzępioną grzywką. Wywijała się zawsze w lewo (moje lewo), wciąż się tak dzieje, jeśli grzywka jest niegrzeczna. Skąd mogłam wtedy wiedzieć, że nie powinnam robić grzywki, która jest dłuższa z prawej strony (mojej prawej). Nie miałam wtedy jeszcze prostownicy, więc chodziłam z taką śmieszną grzywką (2) (3), strasznie mnie denerwowała, gdyż często wchodziła mi do oczu. Jak się może domyślacie długo z nią nie wytrzymałam.



Z mojej asymetrycznego koszmaru powstała prosta, ale wciąż wycieniowana grzywka. Dodatkowo reszta włosów została mocniej pocieniowana, widać to na zdjęciu (1). Właśnie w 2008 roku kupiłam prostownicę. Początkowo była to jakaś zwykła ceramiczna prostownica, która wyrywała włosy (obok płytek były jakieś bliżej nieokreślone plastiki, które lubiły ciągnąć za pasma, które znalazły się pomiędzy nimi). Zaczęłam katować moje pasma, codziennie prostowałam całe włosy. Moja grzywka bardzo szybko rosła, a po wyprostowaniu zawsze zasłaniała mi oczy. Pamiętam, że Pani z francuskiego kazała mi przypinać grzywkę na jej lekcji, bo inaczej będę miała „nieobecność”. Denerwowało mnie to, ale jednak później zawsze nosiłam ze sobą wsuwkę.

Czerń szybko mi się wypłukiwała (jestem ciekawa, co za farb używała wtedy fryzjerka) i mój kolor co jakiś czas prezentował się tak jak na zdjęciach (2) i (5).
Włosy były wtedy jeszcze w dobrym stanie.



Druga połowa 2008 minęła na zastanawianiu się, czy zostawić grzywkę, czy ją zapuszczać. Zwykle w momencie, gdy grzywka sięgała czubka nosa, jak na zdjęciu (2), ścinałam ją na prosto i od nowa zaczynałam zapuszczać. ;) Wkrótce odnalazłam w sieci zdjęcie idealnej (wtedy dla mnie) grzywki i poszłam z nim do fryzjera. Wróciłam z czymś (zdjęcie (4)), co zupełnie nie przypominało tamtego cięcia. No i oczywiście z bardziej wycieniowaną górą, włosy na czubku miały wtedy po parę/paręnaście centymetrów. Wolę nie myśleć, jak mały był wtedy obwód mojego kucyka.

Do mojej pielęgnacji dołączyły odżywki, zwykle były tej samej serii co szampon.



W 2009 roku zaczęłam sama obcinać sobie grzywkę (i sama sobie ją podcinam aż do teraz). Była wtedy taka jak mi się podoba i nie musiałam narzekać na fryzjerkę. Dzięki prostownicy moje włosy wyglądały naprawdę dobrze. Niestety końce powoli zaczynały się kruszyć. Zaczęłam się zastanawiać, czemu nie rosną. Postanowiłam im „pomóc” i rozjaśniłam (u fryzjera) pasmo po prawej stronie, później pofarbowałam je drogeryjną farbą na fioletowo. O dziwo, kolor wyszedł, ale szybko mi się znudził i znowu wylądowałam w salonie fryzjerskim. Na hasło „chcę na tym pasemku platynowy blond”, fryzjerka chwilę się wahała i ostrzegła mnie, że może nie wyjść/spalić włosy itp. Byłam tak przekonująca, że oczywiście wkrótce siedziałam z rozjaśniaczem na włosach. Wyszło siwe, tak, naprawdę. Na szczęście parę dni później kolor zmienił się w taki, jaki chciałam (zdjęcia (3), (4)).

Niedługo później odkryłam clip-in i kupiłam sobie niebieskie pasemko, które dumnie nosiłam po przeciwnej do blondu stronie.


1 - z, 2 - z, 3- bez, 4 - z, 5 - z doczepami

W 2010 roku zagłębiłam się w temacie doczepów. Chcąc spełnić swoje marzenie posiadania włosów do pasa, kupiłam sobie 70 cm (chyba) clip-in. Były sztuczne, co szybko objawiło się okropnym plątaniem. Nie wyglądały też naturalnie (1). Niedługo później kupiłam pierwsze clip-in z naturalnych włosów (widać je na (2) i (4)).

Stwierdziłam, że skoro długie włosy już mam, to mogę jeszcze bardziej wycieniować pasma przy twarzy. Tak oto powstała fryzura widoczna na zdjęciu (3). Rozjaśnione pasmo jak widać wciąż istniało, ale na chwilę przyjęło kolor czerwony.

Pod koniec roku zafarbowałam całe włosy na czarno. Prawa strona była widocznie rzadsza od lewej, ale przecież wciąż nosiłam doczepy. Właściwie codziennie rano wstawałam wcześniej, żeby zdążyć je poprzypinać.


1, 2, 3 - z doczepami

Clip-in wciąż były moim przyjacielem. Kobieta zmienną jest i na początku 2011 roku rozjaśniłam (u fryzjera) pewien fragment grzywki. Obcięłam krócej czarne pasma na czubku,  żeby zaczesywać je do przodu. Czerwień miała być przede wszystkim widoczna na końcach grzywki. Zaczęłam także zapuszczać pasma przy twarzy, które wcześniej tak drastycznie skróciłam.

Przed półmetkiem (w gimnazjum, tak) poszłam do nowej fryzjerki. Poprosiłam o przerobienie mi mojej czerwonej grzywki na niebieską. Pani nie podjęła się tego zadania i wymyśliła, że może mi zamówić niebieskie (sztuczne) clip-in, a włosy pofarbuje mi z powrotem na czarno. Pani była tak przekonująca, że się zgodziłam. I znowu byłam taka mroczna. Co do tych niebieskich doczepów, kiedy dotarłam do domu zaczęłam myśleć nad ceną, jaką fryzjerka mi podała i stwierdziłam, że… nie ma mowy. Za tyle pieniędzy miałabym pasma naturalnych włosów (o wiele dłuższych).

W dniu „balu” znów odwiedziłam tą fryzjerkę (i był to ostatni raz, później wróciłam do starej). Poprosiłam o fale/loki, cokolwiek kręconego byle się trzymało. Miałam ze sobą swoje clip-in, które Pani mi powpinała i pokręciła lokówką. Po dotarciu do domu (bo do półmetka zostało kilka godzin) z loków już niewiele zostało (3).

W tym czasie moja pielęgnacja wyglądała następująco: mycie drogeryjnym szamponem, odżywka, nawet miałam jakąś mgiełkę, która pomagała mi rozczesać włosy (na początku były to mgiełki Elseve, potem Glisskur Liquid Silk), plątały się niemiłosiernie. Z tego co pamiętam przy okazji kupiłam serum Glisskur Liquid Silk i czasem nakładałam je na końcówki, oczywiście bez umiaru, więc włosy wyglądały źle.


1-5 z doczepami

Co najważniejsze, w 2012 roku przestałam prostować tylne partie włosów, męczyłam jeszcze jedynie grzywkę.

W tym roku kupiłam sobie także nowe czarne doczepy, tym razem kupiłam całą długą taśmę naturalnych włosów (długość chyba 55cm), którą podzieliłam sobie wedle uznania. Wyszło mi z tego coś koło 10 osobnych dopinek (różnej szerokości). Jakby tego było mało, zamówiłam jeszcze węższą blond taśmę. Jakość tej niestety nie była tak dobra jak czarnej. Fryzura nie wyglądała tak jak sobie tego życzyłam (1), ale wkrótce zaczęłam eksperymenty z lokówką i w takim wydaniu (2) wyglądało to zdecydowanie lepiej.


Zatęskniłam też za moją czerwoną grzywką i znowu odwiedziłam fryzjera, efektem rozjaśniania i farbowania jest ta krwistoczerwona grzywa (3). Niestety, jak wiadomo, czerwień jest trudna w utrzymaniu i dość często wyglądała tak jak na (4). Na (4) widać także moje włosy bez doczepek i ogólną ilość włosów przeznaczoną na grzywkę.

Blond clip-in zmieniły kolor na czerwony i czasem nosiłam je tak jak widać na (5).

Wciąż lubiłam mgiełkę Glisskur Liquid Silk. Reszta pielęgnacji – bez zmian.


1 - z, 2 - bez doczepów

W 2013 roku spełniłam marzenie o niebieskiej grzywce. Rozjaśniłam włosy u fryzjera, a w domu zafarbowałam je niebieskim tonerem La Riche Directions Midnight Blue. Niebieski jest jeszcze trudniejszy w utrzymaniu niż czerwień i po którymś farbowaniu przestał być tak intensywny. Niestety na studniówce nie miałam już takiego odcienia niebieskiego, a o wiele jaśniejszy. Niedługo potem wróciłam do czerwonej grzywki. Farbowałam ją przede wszystkim Palette Color Shampoo.

We wrześniu wymyśliłam, że chce mieć ombre. Więc zrobiłam je sobie sama. Przez pewien czas było w porządku. Niestety później kondycja końcówek znacznie się pogorszyła.
Wtedy też przestałam doczepiać sobie włosy, jakiś czas później nad karkiem pojawiło się dużo nowych włosów. Musicie wyobrazić sobie jak spinki obciążały cebulki z tyłu głowy.

W grudniu 2013 roku byłam bardzo niezadowolona z moich włosów. Podczas przerwy świątecznej zaczęłam przeszukiwać Internet i wkrótce trafiłam na bloga Anwen. Przepadłam. Czytałam i przyswajałam. Wszystkie te informacje zmieniły moje podejście do mojej włosowej pielęgnacji.

Moje włosy na początku włosomaniactwa wyglądały tak:




W marcu znowu mi odbiło i rozjaśniłam grzywkę oraz końcówki (nigdy więcej!) by pofarbować je na niebiesko.


Szybko wróciłam do czerwieni i niedługo potem pozbyłam się rozjaśnianych końcówek.
Więcej informacji na temat poszczególnych miesięcy 2014 roku tu: Podsumowanie 8 miesięcy włosomaniactwa. 

Teraz mija już prawie rok od rozpoczęcia włosowej pielęgnacji. Stan włosów zdecydowanie się poprawił. Porowatość moich włosów zmniejszyła się (na górze średnia w kierunku niskiej, ostatnie 20 cm końcówek średnia w kierunku wysokiej).
Mój obwód kucyka obecnie to trochę ponad 8 cm.




Moja obecna pielęgnacja:
  • mycie metodą OMO
  • suszenie zimnym nawiewem lub naturalne wysychanie (niestety trwa to bardzo długo ~8 godzin)
  • olejowanie prawie przed każdym myciem
  • co najmniej raz w tygodniu nakładanie maski na długość włosów
  • częste używanie wcierek
  • suplementacja (przede wszystkim drożdże w tabletkach i siemię lniane)
Ulubione produkty:
  • szampon: Biovax do włosów suchych i zniszczonych (bez SLS/SLES) do codziennego mycia
  • odżywki: Nivea Long Repair, Garnier AiK
  • maski: Biovax Naturalne Oleje, Biovax Latte, Biovax do włosów suchych i zniszczonych, Kallos Latte
  • oleje: lniany, kokosowy, arganowy
  • zabezpieczanie: Bioelixire Argan Oil, mgiełka Glisskur Oil Nutritive
  • czesanie: Tangle Teezer




Komentarze

  1. Gratuluje :) Twoje włosy przeszły wiele by wyglądać pięknie i zdrowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Sporo twoje włosy przeszły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obym więcej nie wpadła na genialny pomysł niszczenia ich :)

      Usuń
  3. Wow jakie zmiany :-) powodzenia i dalszych sukcesow :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG, kiedy zobaczyłam Twoje zdjęcie z grudnia poprzedniego roku stwierdziłam,że teraz masz zupełnie inne włosy :P (przyznaj się, kto zrobił Ci tak dobrą perukę :D) jestem w mega szoku, zmiana wielka! brawo! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie zrobiłam z włosów z doczepek xD Haha. Nie no, żartuję.
      Dziękuję.

      Usuń
  5. Burzliwa włosowa historia:) Chociaż przynajmniej szalałaś tylko z 3 kolorami i to tylko na części włosów, a tak to pozostawałaś wierna czerni. Ja szalałam blond-rudy-brąz-czerń. Masz piękne włosy z natury:) Kiedyś też takie miałam, ale ostatnio od 2 lat jakoś tego nie widać po nich;) A jak tolerowali u Was w gimnazjum takie zmiany koloru? Miałaś z tego powodu jakieś problemy (poza grzywką)? Bo u mnie nie było z tym za ciekawie i miałam bardzo przerąbane z powodu farbowania włosów, pomalowanych paznokci etc. Swoją drogą, zawsze mnie śmieszyły problemy nauczycieli w gimnazjum, szczególnie moim.
    Bardzo gratuluję Ci włosowej przemiany, bo jest świetna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście tylko tyle, chociaż jeszcze po niebieskim próbowałam zrobić fioletową grzywkę, ale była tak ciemna, że nawet nie warto było w historii o tym wspominać.
      Nigdy nie widziałam siebie w blondzie. :D Podobały mi się zawsze takie mahoniowe odcienie, ale nie zdecydowałam się nigdy rozjaśniać całych włosów. Na szczęście na moich naturalkach, po farbowaniu jakąs intensywną czerwienią, wychodzi piękny kolor.

      U mnie w gimnazjum nie było problemu. Nikomu nie przeszkadzało farbowanie, makijaż, pomalowane paznokcie itp. Pamiętam, że jak byłam w pierwszej klasie gimnazjum to wprowadzono mundurki. Chodziliśmy w nich przez ten rok, a potem okazało się, że rodzicom się to nie podoba. I ten jedyny wymóg przestał obowiązywać. :P Moja siostrzyczka chodzi do gimnazjum, w którym nawet bransoletki są zakazane, ale ona nie ma problemów - obecnie jest typem chłopczycy, z włosami nic nie robi (brązowe kręciołki).

      Dziękuję.

      Usuń
    2. Ja miałam m.in taki mahoń, zresztą blond też, ale odcień obu kolorów zmieniał się z dnia na dzień, po każdym myciu był inny.
      My też, niestety, mieliśmy mundurki:) Ale z tego, ale z tego, co wiem, nadal obowiązują w tym gimnazjum. Ja, pamiętam, zostałam ochrzaniona delikatnie mówiąc, nawet za delikatny pudrowy róż na paznokciach. Nie mówiąc już o moich wszystkich wymysłach na głowie, które były negatywnie odbierane przez nauczycieli.

      Usuń
  6. Od razu przypomniały mi się czasy gimnazjum, kiedy byłam zafascynowana tego typu fryzurami, wtedy pewnie zzieleniałabym z zazdrości widząc Twoje włosy ;) W sumie to do tej pory mam pewien sentyment do takich uczesań :p Obecnie jednak wolę podziwiać tego typu cuda na głowie jedynie na zdjęciach, niestety tapir, doczepy, prostowanie, farbowanie i tona lakieru nie idą w parze ze zdrowymi włosami. Swoją drogą zaliczyłam wpadkę z nieudolną próbą zrobienia takiej fryzury, zajrzyj do mojej MWH to się przekonasz :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten tapir, żebym ja chociaż z tyłu potrafiła unieść włosy. A tak to miałam po bokach podniesione, a z tyłu przyklapnięte (przecież wszystko było do przodu zaczesane, to skąd wziąć objętość). :D
      Mi też wciąż podobają mi się takie fryzury, ale teraz dążę do wyrównania włosów przy twarzy z resztą i zostanę przy grzywce (prostej, z delikatnie wydłużającymi się bokami). Teraz wolę mieć więcej włosów na długości, niż szopę na czubku głowy.
      Dobrze, że wspomniałaś o MWH, jeszcze do niej nie dotarłam.

      Usuń
  7. Burzliwa MWH,ale najważniejsze,że Twoje włosy mają się już coraz lepiej:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty